UOP
Urząd Ochrony Państwa
czwartek, 14 grudnia 2006
Jerzy Prus - strona usunięta z Encyklopedii Emigracji - Napisał Pan o mnie iż byłem agentem SB. Jest to pomówienie

 Jerzy Prus
400 x 574 Pixel - 26k - jpg
www.videofact.com

----- Original Message ----- From: Jerzy Prus To: kulturzentrum1-owner@yahoogroups.de Sent: Thursday, December 14, 2006 5:07 AMSubject: Re: [sowa] za pomordowanych w stanie wojennym; agent Jerzy Prus; FIRMA; Ministerstwo Sprawiedliwosci; Polacy i Niemcy; Jerzy Tatol; Dr. Adam Sandauer;Arkadiusz Gacparski;

 Szanowny Panie,

Napisał Pan o mnie iż byłem agentem SB. Jest to pomówienie. Swego czasu wydałem w tej sprawie oświadczenie, które o ile pamiętam chyba Pan także zamieszczał u siebie, ale widocznie woli Pan wersję łajdacką z powołaniem się na "Nowy Dziennik", na internecie może Pan znaleźć więcej, także film pt. "Lustracja w KPA" gdzie w mojej sprawie oszczerstwa wygłasza Janusz Cisek, kiedyś mój z-ca w Instytucie Piłsudskiego, dzisiaj dyr. Muzeum Wojska Polskiego. Niech Pan się jego czepia, i liczny zastęp jego zwolenników, by udowodnił prawdziwość swych bredni przemieszanych z sosem tzw. troski patriotycznej. Niech Pan przeczyta uważnie moje oświadczenie i zastanowi się czy Pan potrafiłby przed sądem obronić swą wiedzę, bo głupstwa powtarzać łatwo szczególnie jeśli za nimi stoi ubecka wersja historii mająca ciągle wielu zwolenników. A jeśli już cytuje Pan oświadczenie z czerwca 1992 r., to szkoda że tylko fragmenty, owszem wspierałem Lecha Wałęsę do momentu pojawienia się tzw. listy Macierwicza, poczym czując się zdradzony, podobnie jak wielu zwolenników Wałęst, wydałem to oświadczenie. Mnie Pan zdrady nie udowodni, ale niech Pan próbuje, może dawna ubecja Panu pomoże, a przynajmniej jej archiwa.  

Pański odnośnik do website http://uop.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?139647 uważam że jest typową fałszywką ubecką nawet jeśli podpisuje się pod tym UOP, i nawet nie mają na tyle odwagi by się podpisać z imienia i z nazwiska.

Pozdrowienia,

Jerzy Prus

ostatnia aktualizacja: czwartek, 19 stycznia 2006 godz. 09:18

Jerzy Prus przyjechał do Stanów Zjednoczonych w latach osiemdziesiątych. Wstąpił od razu do głównych organizacji niepodległościowych.

Był dyrektorem Instytutu Piłsudskiego i jednym z czołowych działaczy Kongresu Polonii Amerykańskiej. Organizował antykomunistyczne protesty w obronie Solidarności i niepodległej Polski. Słynął ze swoich radykalnych poglądów i oskarżeń wielu polonijnych działaczy o współpracę z władzami komunistycznymi.


http://ww6.tvp.pl/124,20060119292470.strona

niedziela, 10 grudnia 2006
agent SB Jerzy Prus przeciwko Prezydentowi RP Lechowi Wałęsie

Oswiadczenie 
 
Lech Walesa stracil nasze zaufanie. Stracil nie tylko dlatego, ze desygnowal na premiera Rzeczypospolitej czlowieka nalezacego do partii prokomunistycznej w okresie, gdy ruch "Solidarnosci" byl przez komunizm zwalczany i przesladowany.
W kampanii wyborczej na prezydenta Lech Walesa potwierdzal wole dekomunizacji. Podobnie przyrzekal jeszcze w marcu 1991 r. bedac w Ameryce, ze do konca ubieglego roku przeprowadzi dekomunizacje.   Lech Walesa nie tylko nie spelnil tej obietnicy, ale aktywnie zaczal zwalczac tendencje dekomunizacyjne. Tak sie stalo w przypadku ministra obrony narodowej Jana Parysa, premiera Jana Olszewskiego i ministra spraw wewnetrznych Antoniego Macierewicza.
(..). 
 Biorac to wszysyko pod uwage domagamy sie:
 1) ustapienia Lecha Walesy ze stanowiska Prezydenta
Rzeczypospolitej
 2) nowych wyborow prezydenckich.

Edward Fialkowski - b. przewodniczacy Spolecznego Komitetu Kampanii Prezydenckiej Lecha Walesy w Nowym Jorku, b. maz zaufania L. Walesy w Nowym Jorku, stan Nowy Jork.
- Jerzy Prus 

http://www.videofact.com/oswiadczenie_fial.html

niedziela, 03 grudnia 2006
agent Służby Bezpieczeństwa Jerzy Prus, Marian Golebiewski (żołnierz AK i WiN), Romuald Szeremietiew; New York, czerwiec 1987

 foto: videofact

Marian Gołębiewski (żołnierz AK i WiN)  1944-1956

W 1959 r. był jednym z inicjatorów (obok m.in. Ignacego Czumy) powołania tajnej organizacji antykomunistycznej, złożonej z byłych członków Armii Krajowej. Jednak próby utworzenia takiej organizacji nie powiodły się.

Sześć lat później, w 1965, należał (obok działaczy młodszego pokolenia, m.in. synów Ignacego Czumy) do założycieli grupy konspiracyjnej znanej później jako Ruch. Nie brał bezpośredniego udziału w akcjach prowadzonych przez organizację, ale uczestniczył we wszystkich pięciu zjazdach. Był także łącznikiem między "młodszym" środowiskiem działaczy Ruchu a kombatantami AK i WiN.

Został aresztowany 21 czerwca 1970 r., podobnie jak inni członkowie organizacji, w związku z planowaną akcją podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie. Mimo że nie uczestniczył osobiście w przygotowaniach do tej akcji (chociaż o niej wiedział), został w ostatnim z procesów Ruchu (21 września – 23 października 1971) skazany, jako jeden z przywódców, na 4,5 roku więzienia. Podobnie jak sądzeni w tym samym procesie Andrzej i Benedykt Czumowie, Stefan Niesiołowski, Bolesław Stolarz i Emil Morgiewicz odpowiadał za przestępstwa z art. 128 §1 w związku z art. 123 k.k. z 1969 r. (podjęcie czynności przygotowawczych do obalenia w przyszłości ustroju socjalistycznego PRL)oraz z art. 142 w związku z art. 138 §1 tego samego kodeksu (przygotowanie do sprowadzenia pożaru zagrażającego życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach).

Wyszedł na wolność 28 sierpnia 1974 r. W II poł. lat 70. angażował się w kolejne działania opozycyjne. W latach 1977-1978 należał do Nurtu Niepodległościowego. W 1977 r. włączył się w działalność Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Zorganizował, wspólnie z Piotrem Krawczykiem sieć kolportażu pisma "Opinia".

W czasie rozłamu w ROPCiO poparł Andrzeja Czumę i w grudniu 1978 r. wszedł do Prezydium Rady Sygnatariuszy. Od stycznia do kwietnia 1979 r. prowadził biuro prasowe.

Wziął udział w strajku głodowym, jaki zorganizowano w dniach 7-12 maja 1980 r. w kościele Św. Krzysztofa w Podkowie Leśnej, by zademonstrować poparcie dla prowadzących głodówkę w więzieniach: Mirosława Chojeckiego i Dariusza Kobzdeja oraz wyrazić solidarność z innymi więźniami politycznymi.

Po wybuchu strajków na Wybrzeżu bezskutecznie próbował skontaktować się z robotnikami w Stoczni Gdańskiej. Po podpisaniu porozumień wziął jednak udział w organizowaniu NSZZ "Solidarność". W 1981 r. zgłosił akces do Ruchu Niepodległościowego tworzonego z inicjatywy Andrzeja Czumy, nie doszło jednak do powstania tej organizacji.

13 grudnia 1981 r. został na kilka godzin zatrzymany. W maju 1982 r. wyjechał do USA, gdzie współpracował z prasą polonijną, m.in. z "Głosem Polskim", "Nowym Dziennikiem", "Życiem Polonii".

wikipedia

czwartek, 26 stycznia 2006
jak podpisałem współpracę

Original Message -----

From: Jerzy Prus

Sent: Wednesday, January 25, 2006 10:36 PM
Subject: Re: [sowa] Euro-Ombudsman; Prof. Andrzej ZOLL i Centrum Praw Czlowieka w Oswiecimiu; Jerzy PRUS, New Jersey - byl kapusiem w SB;Mgr inz. Józef Bizon: Polsce potrzeba kontrrewolucji

Spowiedź po latach

Wersja pierwsza z własnej pamięci

 

Wydarzenia ze stycznia 1982 r. – są dwie wersje. Mnie jest dostępna jedna, tylko moja pamięć coraz bardziej dziurawa – mijają 24 lata, mija 17 lat wolnej Polski, która nie potrafi się uporać z przeszłością. Przeciwko mnie jak 24 lata temu jest ubecja i jej archiwum. Nie porównam tego, bo nie mam statusu pokrzywdzonego, ale prawodawca zapomniał o czymś istotnym, że krzywda nie dopytuje się o status, krzywda po prostu jest.

Pierwsza rewizja na Kinowej zwanej także Waszyngtona, cztery pokoje, cztery maszyny do pisania, z trzech biorą próbki, z czwartej tylko częściowo bo układ czcionki inny i ubek nie może napisać wymaganego zdania. Na szczęście nie konfiskują. Póżniej się dopytują o jedną z nie, mówię: „sprzedałem i nie wiem komu, dałem ogłosznie na przystanku tramwajowym, chyba jeszcze wisi”. „Na którym?” „Tym najbliższym mnie, na Waszyngtona”. Ogłoszenie rzeczywiście wywiesiłem i sprawdzałem, by wisiało, jak ktoś się zgłaszał mówiłem, że sprzedana, maszyny poszły do kolegów z Mazowsza.

Druga rewizja w domu na Ożarowskiej, u rodziców. Czterech ubeków wrzuciło mnie do samochodu, na tylne siedzenie, jeden z lewej, drugi z prawej. Przywieżli do domu, kierowca chyba czekał w samochodzie. Rodzice otworzyli przestraszeni, zostali w przedpokoju. Ojciec niedowidzący, był po wylewie inwalidą I klasy, szepnął do Mamy „patrz by czegoś nie podrzucili”. Ubecy weszli do pokoju. Mama stanęła w drzwiach. Jeden z ubeków wydał okrzyk: „tu jest cała biblioteka, tyle książek, pierwsze widzę”. Książek było rzeczywiście wiele, trzy regały pod sufit, książki w podwójnych rzędach i wiele pryzm stojących przed regałam. Dużo bibuły. To wszystko sprzed 13 grudnia – powiedział jeden po przeglądaniu jedenj ze stret. „Co pan zbiera to?” – „Jestem historykiem.” – „Lepiej jakby to pan wyrzucił, bo jak przyjdziemy następnym razem to zabierzemy”. O tego jeszcze nie widziałem – mówi ubek biorąc książkę chyba o reformach gospodarczych Rafała Krawczyka. „Niech pan weźmie, ciekawe” - mówię. „Możemy tylko skonfiskować” – dodaje nadzorca ubeków. I skonfiskowali kilka książek niezależnych, w tym Krawczyka. „No to gdzie są obecne wydawnictwa?” - pyta się ubek. „Nie ma” – odpowiadam. „Jak znajdziemy - będzie źle”. „Szukajcie”. Rozglądają się, jeden bierze, coś przerzuca, odkłada. Trwa to z pół godziny, za dużymi pryzmami regał, na regale Piłsudski na szczęście bez  tytułu na grzbiecie, nad nim dzieła Stalina, obok pełny Marks i pełny Lenin, ponad 40 tomów w ciężkiej oprawie, na najwyższej półce. „O Lenina pan też czyta? Na pewno coś ukrył Pan za Leninem” i drapie się opierając się o mało stabilną pryzmę bibuły. „Niech pan uważa, bo półka może spaść na głowę”. „A co pan myśli, że ja nie wiem jak po książkę sięgnąć”. „Ja tylko ostrzegam”. Gramoli się, chwycił jeden tom Lenina, reszta Lenina, 39 tomów, zwaliło mu się na głowę. Usiadł w fotelu, trzyma się za głowę, na pocieszenie dałem mu „Playboya”, więcej już nie szukał. Koledzy mu współczuli, bo trochę ubek oberwał, „oberwałeś od samego Lenina, czuj się wyróżniony” zażartował jeden. Główny ubek zgromił żartownisia wzrokiem.

Pierwszy dzień na Mostowie, chyba 20 stycznia 1982 r. Trzecia rewizja osobista, łącznie z wsadzeniem palca w dupę,  przemacaniu całej odzieży w poszukiwaniu grafitu, odbraniu Biblii, poczem wrzucili do celi. Pogaduszki z więżniami. Jak historyk, to się nawet ucieszyli, będzie się można coś dowiedzieć. Zrobiłem wykład o Powstaniu Listopadowym i jak zbudowano Cytadelę, obiecałem następny o represjach popowstaniowych, „o to będzie jeszcze ciekawsze” – mówi jeden . Rano wcześnie pobudka. Po śniadaniu przynieśli gazetę. Najstarszy więzień odebrał „Żołnierza Wolności”, starannie złożył w ósemkę, bez zytania podarł, położył przy kiblu. Za jakiś czas wołają, że można z biblioteki wypożyczyć książkę. Poszedłem, skansen stalinowski, książki o Dzierżyńskim jako bohaterze i Pawce Morozowie, jedyna książka zachodnia, to wspomnienia Eleonory Roosevelt wydanie jeszcze z lat 40-tych. Wzywają na przesłuchanie. Oficer młodszy, aktywniejszy „Kaczanowski” zauważyłem że tak się podpisał na kwstionariuszu jakimś, był dobrym ubekiem, zły, starszy, stał obok, on to co jakiś czas straszył i machał mi pieścią przed nosem.

Daję im punkt przerwagi czyli jak podpisałem współpracę. Ojciec mnie ostrzegał, że jak cię złapią ugnij się, bo cię zgnoją. Wtedy mi po raz pierwszy opowiedział o zamordowanym bracie w 1947 r., był za Mikoiłajczykiem, rodzina dostała go  zalutowanej trumnie. Byłem głupi, że się dałem złapać, dozorca mnie przestrzegał wiele razy, że byli, że dopytywali się o mnie, często kluczyłem, okna zwyczajowo zasłonięte, by nbie było wiadmo czy jest ktoś, czy nie. Często także poza domem. W końcu złapali. Postawili wybór: albo pan podpisuje, albo idzie do więzienia, albo internat, albo one-way-ticket. Mówię że po 13 grudnia nie działam, a więc to wszystko jest zbyteczne, a ponadto i tak nie z „Solidarnością” nie da rady wygrać, bo to statystycznie nieprawdopodobne. Strzygą uszami, dopytują się, mówię, że tu działa prawo wielkich liczb. Ale my nie jesteśmy przeciwko „Solidarności”, my tylko chcemy by nie była przeciwko sojuszom – tłumaczą ubecy. My chcemy odbudować „Solidarność” ale bez awanturników i szpiegów z Zachodu. Ubecy stawiają sprawę ostro ... podpisze pan, wychodzi pan na wolność, nie – do więżienia (lub jak wcześniej), a będzie pan podskakiwał wymyślimy jeszcze coś lepszego. I niech pan nie próbuje nas oszukać, bo widzi pan że wszystko o panu wiemy, recytuje. Chwalą się ile wiedzą, nie przerywam, wiedzą dużo, ale i z błędami, liczę te błędy, i każdy następny ich błąd jest moją nadzieją. W ciągu ok. 10 minut naliczyłem ich 18. Potym kazali napisać życiorys. Pisząc zastanawiałem się czy wcześniejsza recytacja nie była po to bym napisał to co wyrecytowali. Lepiej dać to niż cokolwiek innego, życiorys składał się z ogólników i tego czym się chwalili.

Pytają się o „Wiadomości Dnia”. „Co wiedziałem, to napisałem.” -  „A skąd pan wiedział?” -  „Jak to skąd? Z gazet, z radia ...” – „... zapewne Wolna Europa, co?” –  „...szukałem prawdy i jak oceniałem, że to prawda, to drukowałem” –  „... i tak bez zezwolenia cenzury?” – „... nie słyszałem by cenzura się dopominła o cenzurowanie.” – „A skąd ten maniakalny antykomunizm, zapewne Macierewicz kazał panu tak pisać?” – „Nic nie kazał, dlaczego miałby mi kazać, a poza za tym gdzie pan tam widzi antykomunizm? Przynosił teksty ciekawe, drukowałem.” – „Niech pan scharakteryzuje swą redakcję. Dlaczego mą? Ja z redakcją się rozstałem wiele miesięcy temu, czas szybko biegnie, ludzi było wiele, już mi nic w głowie istotnego nie tkwi o „Wiadomościach Dnia”, a ponadto definitywnie  się z tą grupą rozstałem.”  „No dobrze, a ten Dorn, przecież pan ciągle jego analizy socjologiczne zamieszczał?” - „Przyzna pan – mówię do ubeka - że ciekawe, ale ja jestem historyk, na socjologii się nie znam...” – „...na czym się jeszcze pan nie zna?” drwi ubek „będzie pan idiotę udwał, że nie wie, co dobre, a co antykomunistyczne, i takie antykomunistyczne opinie pan drukował za tym Dornem” - ”...a czy to jego wina, że takie były opinie związkowców?”. „No tak i to wszystko bez cenzury, to było przestępstwo”. „Wydaj mi się, że przestępstwem to dopiero mogłoby być po 13 grudnia”. „No dobrze, zostawmy to, to było przed 13 grudnia, wiemy, że pan Dorna widział przed Sylwestrem?”. „Myli się pan, ostatni raz w Mazowszu, długo przed stanem wojennym ...” – „...i co mówił?” – „nie nie mówił, spieszył się ...” – „...a gdzie się tak spieszył?” – „wydaje mi się, że szedł na drugie piętro?” – „Pytam się do kogo, a nie gdzie?” – „O przepraszam, nie zrozumiałem pytania, muszę pana rozczarować, niestety nie pobiegłem za nim, co chyba jest naturalne?” – „Pan tu sobie żarty robi, a to się może źle dla pana skończyć, rozmowny to pan nie jest ...” – „ ...a o czym tu mówić, że się ktoś spieszy i nie wiadomo gdzie?” – „no tak, to do Dorna podobne” – wzdycha ubek.  Dla Czytelnika drobne wyjaśnienie, w „Wiadomościach Dnia” Ludwik Dorn z Ośrodka Badań Społecznych NSZZ „Solidarność” Regionu Mazowsze (kierował tym ośrodkiem Antoni Macierewicz i Rada Programowa) przedstawiał systematyczne i niezależne badania opinii publicznej, było to coś nowego w dziejach komuny, że ktoś niezależnie robi takie badania i okazuje się, że ludzie nie są tak zachwyceni władzą jakby ta chciała.

my też pracujemy dla Ojczyzny i pieniądze bierzemy

„No dobrze, pracował pan w Biurze Informacyjnym? Co by pan o nim powiedział.” – „Nic.” – „Jak to nic?” – „Nic, po prostu, ledwo co wszedłem, nic nie zdążyłem poznać.” - „Ale Niezgodzkiego pan znał, przecież był szefem Biura Informacyjnego i współwydawcą „Wiadomości Dnia” ...” – „znać znałem, ale był tak zajęty, że to było tytularne, a nie rzeczywiste”. Tak łatwo nie dali się zbyć, mówili, że Onyszkiewicz jest be, a Niezgodzki cacy, a w tym co mówili było powtórzenie rozmów jakie często były w Biurze Informacyjnym.

Wyjaśnienie dla Czytelnika: o Biuro trwał konflikt personalny między Januszem Onyszkiewiczem i Pawłem Niezgodzkim, który krystalizował się wokół tworzących się grup ideowych, lewicy laickiej z jednej strony, prawicy wielkształtnej z drugiej, wśród prawicy była grupa „prawdziwych Polaków”.   

Ponieważ wręcz cytowali wcześniejsze wypowiedzi, musieli się widocznie z podsłuchu na pamięć wyuczyć, przytakiwałem. Czasami wręcz wiernie powtarzali moje słowa. Jakbym był u Onyszkiewicza zapewne by mówili dobrze o nim, żle o Niezgodzkim - byle tylko zyskać przychylność. Pytam się, że jak zgadzają  się, że Niezgodzki jest dobry to zapewne widzieliby go jako szefa Biura Informacyjnego jak znowu będzie „Solidarność”. „To może być, a Pan byłby też przez nas wspierany, bo taki zdolny”, kadzą, kadzą, aż się odurzyć można było. Pomyślałem, że co za różnica czy Niezgodzki czy Onyszkiewicz, Biuro Informacyjne zdemolowali jak barbarzyńcy, teleksy porąbane, i na środku pokoju jeszcze nasrali, chociaż obok była ubikacja. Ale szkoda, że macie to wojsko słabo zdyscyplinowane? O czym pan mówi? No bo jak zajęliście Mazowsze, to wszystko już było wasze, a jak było wasze to po co jeszcze niszczyć było teleksy. „Skąd pan to wie?” – „Tak było w  „Żołnierzu Wolności”, co nie czytał pan?” -  „No tak, nie zauwżyłem, kiedy to było (tylko w mojej fantazji, ale nikt do niewiedzy nie chce się przyznać, a już szczególnie ubekowi nie wypadało), nie powinni ich niszczyć...” – mamrocze ubek, „... ale to nie pana sprawa”, dodaje znenerwowany.

Podpisałem, mówią, żebym scharakteryzował Dorna na piśmie, trzymam w ręku podpisaną lojalkę i „mówię, że nic nie będę więcej pisał ani podpisywał” – „to idzie pan do więzienia.” – „No to drę to co podpisałem” i szykuję się do podarcia. „Niech pan nie drze, niech pan to odda, nie będzie  pan musiał pisać, niech pan to odda.” Oddałem i właśnie z powodu tych dwu chwil słabości – za podpisanie i nie podarcie tego – czytają Państwo ten tekst, a ja ciągle się łamię czy nie trzeba było iść do więzienia, wyjechać z Polski, iść do internatu, byłbym pod ich kontrolą, nie czepialiby się tyle ... 

Odzyskali ten kawałek papieru, „Kaczanowski” mówi, że dziwi się mnie, że ja jako dobry Polak zadaję się z takimi Żydami jak Dorn, Naimski i Macierewicz, co to szkodzą Polsce. Pytam się go jak szkodzą, bo nie słyszałem. No bo za pieniądze żydowskie rozwalają państwo. Powiedziałem „uhuu ...” i pytam się: a Macierewicz też Żyd? A to pan nie wiedział? Nie, wydawało mi się, że to mądry Polak. Nie prosze, pana, Żyd na pewno - dodał ten starszy ubek pełniący rolę gorszego ubeka, i tak nienawidzi tego socjalizmu, który przecież dał nam wolność. Postrzymywałem się by śmiechem nie parsknąć, bo to mrożekowa sytuacja, by w Mostowie wyśpiewywać peany o wolności wobec uwięzionego.

Ubek wręcza mi kopertę, to dla pana. Biorę do ręki, czuję, że są tam pieniądze, nie pamiętam czy ją otworzyłem czy nie, na pewno nie przeliczałem. Zwracam ją, mówię – dziękuję, nie wezmę. Teraz nie powiem czy to Sławek mówił czy Andrzej, gdzieś padły słowa, że tam było 3000 zł. Ubek zaskoczony pyta się dlaczego. Przez głowę w ciągu sekundy burza: kuszenie św. Antoniego miesza się z klasyczną definicją zdrady: ... za pieniądze, gdybyś je wziął jedyne co by ci zostało, to gałąż Judasza. I ból, że ja im tego powiedzieć nie mogę, że muszę szybko, natychmiast znaleźć racjonalizację. Mówię, zgadzam się na współpracę z pobudek patriotycznych, ale dla Ojczyzny za pieniądze pracować nie będę ... My też pracujemy dla Ojczyzny i pieniądze bierzemy, co w tym złego?”. „Ale ja nie wezmę ...” – „No jak pan chce ...”

Wybrałem wolność, by opuszczając Mostowo mieć ostrą świadomość, że tylko idę do większej celi. Ale w tej większej celi czasami się można było ukryć, w mniejszej nie. W tej mniejszej każda rozmowa łatwo mogła być kontrolowana, w tej większej czasami miało się wrażenie, że można mówić. W tej mniejszej nie miałeś prawa przyjmowania gości, a tej większej ... długo by wyliczać, ale jedna i druga zaczynała upodabniać się. Tego samego dnia, w większej celi napisałem wiersz, że wolę być z Żydami niz z Polakami wysługującymi się Moskwie, przeczytałem ten wiersz Andrzejowi Grabowskiemu, „Szalony Jędruś”, redagował pismo „Cel”, bo mu się podobał i chciał publikować. Czy to zrobił nie wiem, bo „Cel” ukazujący się nieregularnie docierał do mnie jeszcze bardziej nieregularnie.

Na Kinową przyszli znajomi, chyba były imieniny. Ktoś puka, ubek, za rogiem widzę że stoi drugi. Trzymam drzwi nogą, on nogę w drzwi wstawia, mówi że musimy porozmawiać, mówię, że jestem zajęty i że go nie wpuszczę. No to wejdziemy siłą – mówi ubek. Ee tam siłą,  proszę bardzo, mam przedstawić? Ubek speszony – no, nie, niech się pan bawi spokojnie, ale niech pan obieca, że się z nami skontaktuje, chyba po tym było spotkanie w Lasku na Kole.

Wstępny wariant drugi: Andrzej Burghardt mówił, że w dokumencie jaki mu pokazywał Sławek Cenckiewicz było, że doniosłem, że będzie u mnie party przywódców „Solidarności”, przyszli i wyaresztowali, bodajże nawet podawali nazwiska aresztowanych. Sławek dokumentu mi nie pokazał, bo dokumenty widocznie nie są dla agentów, ale ma on problemy z odróżnieniem prawdy od fałszu, bo nie wie zbytnio jak odróżniać (zob. wywiad w „Najwyższym Czasie” nr 1 z 7 stycznia 2006, str.XXX, kol.3). Dodał Andrzej, że był podsłuch na Kinowej. Nie składałem im żadnego donosu o party u mnie, to brednia zupełna. Nie było u mnie żadnego spotkania przywódców podczas którego by przyszła ubecja i aresztowała.

Na Kinowej byli trzy razy, raz jak mnie aresztowali w styczniu 1982, drugi raz jak przerwali mi imieniny, co wyżej opisałem i trzeci raz pod moją nieobecność chyba w 1983 r., gdy pobili Bogusia, była wtedy czwarta rewizja, bibuły nie znaleźli, chociaż kipisz zrobili.

Piąta rewizja, dokładniej jej próba. Dokładnej daty nie pamiętam, ubecy przyszli na Ożarowską. Był tylko Ojciec. „Otwierać milicja, rewizja”. - „Jestem sam i inwalidą, nie otworzę” – „Wywalimy drzwi” – „Idę do okna i będę krzyczał, że napad” – „Niech pan otwiera musimy wręczyć wezwanie dla syna” – „Nie otworzę, a wezwanie włóżcie pod wycieraczkę” – „Nie możemy bo to dokument...” – „...tam jest bezpieczne miejsce” – „No dobrze, zostawiamy wezwanie dla syna po wycieraczką”. Wieczorem Ojciec mi to opowiada „po co ci to wszystko było synu?” – „Tato, tak trzeba...”. Nie chciałem iść, Ojciec mówi, że i tak cię dopadną, idż i uważaj. Poszedłem z Grażyną, przyjaciółką z Biura Informacyjnego, córką pułkownika ze sztabu generalnego (jego o ile pamiętam zwolniono). Córki się czepiano wiele razy, pytał się kiedyś Antoni o nią, bo czytał zeszyt jej ubeka, zbyłem go, nie chciałem o tym mówić ze względu na sprawy emocjonalne, nie drązył tematu. „Mów modlitwę do św. Bernarda, to pomaga” – powiedziała na pożegnanie, czekała z dwie godziny w samochodzie, modlilam się za ciebie, później jej opowiedziałem całość.

Ubek chce bym zidentyfikował tekst Uli Doroszewskiej, chcieliby bym zdradził wnuczkę Profesora, z którą prawie od samego początku pracowałem w „Wiadomościach Dnia”, chyba jedną z najbystrzejszych kobiet jakie spotkałem w życiu. Niedoczekanie wasze. Podtyka mi tekst, skserowany, powiększony. Biorę ten tekst i udaję, że czytam, ale nie czytam, zastanawiam się co mogę powiedzieć. Czasu na racjonalną decyzję jest mało, po pierwsze absolutnie nie mogę powiedzieć, że to jej tekst, po drugie muszę zlekceważyć to. No i co? - dopytuje się ubek. Nic nie zrozmumiałem, bo panowie nade mną stoicie. Dobrze, dobrze, niech pan czyta spokojnie, może kawy? Poproszę. Zawołali, przyniesiono. Znowu udaję, że czytam. No i co? To nie jest jej tekst. Dlaczego pan tak myśli? Tak mi się wydaje. Bo co styl inny czy co? Nie jestem specjalistą od analizy stylu, a poza tym nie rozumiem ani tego tekstu, ani tego, że tak niejasnym tekstem wy się zajmujecie i tracicie czas. Pan nie jest od pouczania nas na co mamy tracić czas – ostro rzuca tzw. złu ubek i wyrywa mi tekst. Więcej mi takich ekspertyz nie dawano.

Pytają się o Klub Służby Niepodległości. Mówię: a co w tym złego, przecież panowie też są na służbie - no tak...  - i też są za niepodległością – oczywiście, ale nie jesteśmy jak wy przeciwko sojuszom ... . Mówię, nie widziałem niczego co by wskazywało, że  jesteśmy przeciwko Moskwie, to jest raczej klub za Warszawą, panowie chyba też Warszawiacy? – niech pan przestanie z tą idoktrynacją, bo pan w ryja dostanie – ... proszę pana, przecież pan jest urzędnikiem państwowym, a ja obywatelem i od kiedy to urzędnik bije obywatela. Hmm, mruczy z wściekłości ubek, no dobrze, rozmawiajmy spokojnie.  No właśnie – mówię – myślę, że przesadzacie z tym twardym bezpieczeństwem – z jakim twardym? – no z takim, żeby ludzi bić czy też straszyć, lepsze jest bezpieczeństwo miękkie i jak ludzie mogą wybierać np. tak jak jest w Ameryce – co panu znowu z tą Ameryką? – a co panu przeszkadza? – nie nic, i co z tym bezpieczeństwem? – lepsze może byłoby miękkie np. gdyby ludzie finansowali lokalną milicję i milicja miałaby szacunek i obywatele większy – co pan głowę zawraca ... 

UB-eków zasadniczo nie ruszono

Pytają się o nazwiska. Mówię, że nie pamiętam, nie znam, że owszem rok temu chyba gdzieś go wiedziałem, widzą że kręcę, nawet tego zbytnio nie udaję, mówię, że więcej mówić nie będę, grożą więzieniem i pobiciem, mówię – trudno. Ku mojemu zaskoczeniu wypuszczają mnie żegnając groźbą, że jak znajdą coś na mnie, to w więzieniu spędzę wiele lat.

W Lasku na „Kole”. Było to latem, raczej 1982 niż 1983. Ubecy wydzwaniali, że chcą się spotkać, migałem się, w końcu przyjechali do mnie na Ożarowską. Tradycyjnie we dwóch. Musimy porozmawiać. Coś się pytali odpowiadałem, wedle standardu, po pierwsze nie wiem, po drugie pierwsze słyszę, po trzecie nie pamiętam, po czwarte „coś podobnego!” lub podobne zdziwienie. Poczem znowu od początku, czasami nieregularnie, bo regularność byłaby zbyt podejrzana. Ale schemat odpowiadania miałem przetrenowany. Jak się pytają, też się pytaj i odwracaj nie każde, ale ile można pytanie w pytanie. To już trenowałem z nimi i wywoływało ich wściekłość, po ataku wściekłości starałem się coś powiedzieć kojącego, ale nie merytorycznego. W Lasku na „Kole„ dodałem kolejny element: obsesję że jestem śledzony. Co się pan tak rozgląda? Bo się boję? Kogo się pan boi? Bezpieki. Nas się pan boi? Nie, bezpieki Solidarności, oni są wszędzie. Nie wiem czy to zapisali i jak w aktach, ale po tej inscenizacji dali mi spokój na dłuższy czas. Ocierałem się i mam tego świadomość o wariactwo, czasami najlepiej być wariatem.

Co do podsłuchu na Kinowej to lekko jestem tym zaskoczony, ale tylko lekko. Jak przesłuchiwali mnie na Mostowie, w pewnym momencie ubek siedzący za biurkiem otworzył szufladę i jakby coś włączył, lekko się uniosłem by coś dojrzeć, stojący za nim drugi ubek do mnie: niech pan siedzi. Często wpadałem do pracowni Michała Więckowskiego na wódkę, Michał na początek przypominał zasadę bhp „Panie pułkowniku nagrywa się?, bo zaczynamy pić”. Za jakiś czas wołamy „panie pułkowniku podrzućcie pół litra i jakąś zakąskę pod drzwi tak jak ostatnim razem”. Za jakiś czas wołamy, „wódka jest, a co zakąski zabrakło?”. Jeśli to nagrywali, to te fragmenty musiały sporą konfuzję robić wśród ubeków czy rzeczywiście który tej wódki nie podrzucił. Na plebani u św. Stanisława Kostki, gdzie redagowałem wraz z Anią Urbanowicz i Kasią Kętrzyńską „Informacje” od 19 paździenika do chyba 3 listopada 1984 (44 numery), pierwszy w stanie wojennym lub przybliżonym dziennik niezależny, który po tygodniu miał informacje prawie z całej Polski, w tamtym małym pokoiku podsłuch zainstalowano szybko. Został zidentyfikowany, nie wolno było w okolicy podsłuchu prowadzić rozmów istotnych, dla błahych było to miejsce wskazane.

O najważniejszych sprawach zasadniczo się nie mówiło, pisało się na kartkach i paliło się je, szło się na spacer. Tworzył się slang konspiracji, ale każdy slang można rozszyfrować. Slang był drugorzędny, tworzyły się nawyki zwierzęcia ściganego. Słynna była opowieść jak ubecy nie odstępowali na krok Zbyszka, nazwiska nie pamiętam. Wysiadł z autobusu na Ursynowie i brnie przez śnieg chyba z pół kilometra, ubecy za nim, okrążył samotnie stojące drzewo, powiedział „dzień dobry” mijanym ubekom i powrócił, ubecy zziajani za nim. Oglądanie się za siebie, zmiana kierunku, wyskakiwanie w ostatniej chwili z autobusu, widzenie w bliźnim nie człowieka, lecz ubeka – to były deformacje okresu nienormalności, okresu konspiracji. Gdzieś chyba w 1983 rozpoczęł się ruch antyalkoholowy, poszły ulotki z gębą Breżniewa mówiącego „Pij - będziesz czerwony”. Koniec z piciem – mówię do Michała, masz rację, poszedł do ks. Sikorskiego i zaprzysiągł abstynencję okresową. Póżniej przyszło nastawienie lekko antykonspiracyjne: konspiracja strasznie okalecza człowieka. Dyskutuję z przyjaciółmi, najwięcej z Michałem o tym. Zgadzamy się, nie można żyć w paranoi, trzeba żyć normalnie, konspirację ograniczać do tego, co potrzebne. To, co komuna najbardziej chciałaby zniszczyć to normalność, kraj był nienormalny i chcieli jeszcze żeby ludzie też byli nienormalni, pozbawieni racjonalizmu, wiary, tradycji, ufności i nadziei. Już łagodnieją, już rozglądają się, bo widzą że nie wygrają, musimy iść ostrzej, koniec z pogaduszkami z bezpieką, najwyżej zamkną, a oni już chcieliby wypuszczać bardziej niż zamykać, chociaż nie ma dnia by kogoś nie zamknęli. Zamykają, wypuszczają, ludzie opisują system opresji.

Naród żył w konspiracji, konspiracja schodziła do coraz młodszych roczników, rozchwytywany jest „Mały konspirator” i „Wielka gra”. Z początkiem 1985 r. wybrałem się do kuratorium, chciałem uczyć jako nauczyciel historii w liceum. Jak usłyszano, że pracowałem w Mazowszu panienka od razu powiedziała, że nie mam czego szukać. Schodzę po schodach, dogania mnie ta panienka i mówi, jak pan chce uczyć to jako historyka od razu pana wywalą, niech pan uczy polskiego i w podstawówce. Tak trafiłem do postawówki na Kole, uczyłem polskiego w VI-ej klasie. Kiedyś uczniowie wymalowali swastykę z sierpem półmetrowej wielkości na tablicy. Wchodzę do klasy i to widzę, nie patrzę na tablicę, sprawdzam listę, proszę o zapisanie tematu. Wtedy trzeba tablicę zetrzeć. W każdej chwili mogłaby wejść partyjna dyrektorka. Dyżurny powiada, że gąbki nie ma, no to zetrzyj bez niej, ściera powoli wszystko starannie omijając. Temat zapisany, był akurat romantyzm, pominąłem Mickiewicza, omawiam „Nowosilcowa w Wilnie” Lelewela jak carskie stupajki biły polską młodzież za przypomnienie Konstytucji 3 Maja. Dzwonek już się odezwał, a uczniowie otoczyli mnie i zadają ciągle pytania. Za jakiś czas po skończonej lekcji prawie cała klasa mnie odprowadza, idziemy przez Glinki, dopytują się o bibułę, znają wiele tytułów „Tygodnik Mazowsze”, „Tygodnik Wojenny”, „Wola”, „Wiadomości”. Innym razem dopytują się o Katyń. Jeszcze innym razem uczeń wyszedł do ubikacji i nie wraca, wrócił, pytam się co tak długo, a bo stałem na schodach i obserwowałem jak długo będzie dyrtektorka podsłuchiwała co pan mówi. To była VI-ta klasa, kiedyś miałem zastępstwo chyba w IX-ej, godzina wychowania obywatelskiego. Dyrektorka mówi, żebym im coś z historii opowiedział. Klasa z wyraźną rezerwą, nastrój całkowitego bojkotu nauczyciela. Mówię, że przypadkowo tu jestem, bo wyrzucili mnie z roboty, stała się cisza, słuchają. Pytam się czy coś wiedzą o Szarych Szeregach, mało. Mówię im o Alku, Rudym, Anodzie, „Kamieniach na Szaniec” i „Wielkiej Grze”.

Dla niektórych przeszłość jest monolityczna i wedle jednego schematu, jest to wygodna symplifikacja. Siłą „Solidarności” nie była tylko jej masowość,10 milionów, ale i wykorzystywanie różnych metod walki, ich rozmaitość była bardziej twórcza niż możliwości bezpieki, która nie nadążała. Przyjaciół miałem najbardziej ze szkoły – to dawne czasy, z konspiracji, do nich się mogę zawsze zwrócić, i z czasu obecnego, czasu ostrej próby.

Faktycznie nie wiele tych faktów co ostały się w pamięci, ale kac był i jest potężny. Podpisałem współpracę, ale jeśli diagnoza ks. Tischnera o pracy była zasadna, i polska praca była chora, to czy wspólpraca mogła być lepsza. Warto też sobie wyraźniej coś uzmysłowić: jestem w kategorii automatycznie potępionych i bez prawa obrony z tego co rozumiem, urzędnik coś mi powie, w końcu się zmęczy i najłatwieszy werdykt wyda, bo mu się myśleć nie chce, bo tak wygodnie. Tylko to jest ciągle totalitarna skamielina: automatyzm potępienia, faktyczna odmowa prawa do obrony, wyrok bez procesu sądowego. I jeszcze to bredzenie, że akta bezpieki są wiarygodne, tak – są wiarygodnym świadectwem upodlania ludzi, ale tylko w tym zakresie, o tym co było wielkiego i szlachetnego – nic nie powiedzą, bo tego się bali.

Łatwo jest mistyfikować przeszłość i całe odium zrzucić na współpracowników bezpieki ujętych formalnie i bez zróżnicowania. Doświadczenie mi mówiło, że kto wychodził ten często był złamany, ale bez tych złamanych i ich działań często będących odkupieniem słabości, do zrozumienia której też trzeba dojrzewać, nie byłoby nadłamania komuny i nieśmiałego wchodzenia w niepodległość. Ubeków zasadniczo nie ruszono, prawo o IPN to mieszanina postulatów ubecji i opozycji, a te tysiące, to bardzo skromne liczenie, którym dokopywano dokopuje się dalej. Domagam się sprawiedliwości od 1968 r. i idę od klęski do klęski ... ciągle pamiętając „być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo” ...

Jerzy Prus

21 stycznia 2006

PS. Copyright należy do mnie, wolno publikować z podaniem żródła i jedynie w całości.

 ----- Original Message -----

From: SOWA
Sent: Wednesday, January 25, 2006 5:46 AM
Subject: [sowa] Euro-Ombudsman; Prof. Andrzej ZOLL i Centrum Praw Czlowieka w Oswiecimiu; Jerzy PRUS, New Jersey - byl kapusiem w SB;Mgr inz. Józef Bizon: Polsce potrzeba kontrrewolucji
http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum1/message/492

środa, 25 stycznia 2006
podpisałem deklarację o współpracy z SB - Jerzy Prus, New Jersey

Oświadczam, że pod przymusem - co prawnie oznacza nieważność zobowiązania - w styczniu 1982 r. podpisałem deklarację lojalności i o współpracy z bezpieką by nie pójść do więzienia lub internatu, w moim przekonaniu o żadnej współpracy faktycznej nie było, nikogo nie wydałem, żadnej korzyści materialnej nie przyjąłem. Chyba w styczniu 1985 r., co przypomniał mi dr Cenckiewicz, kategorycznie odmówiłem dalszych konwersacji. O faktach tych poinformowałem kilka osób z którymi współpracowałem w Kraju w stanie wojennym, najdokładniej i na bieżąco tą osobę do której miałem najwięcej zaufania tj. do Michała Więckowskiego (zmarł mając lat 40, 29 VIII 1984 r.). Ciąg dalszy pozostawiam do wyjaśnienia w sądzie lustracyjnym w Kraju jeśli będzie mi dane prawo do obrony. http://www.glos.com.pl/strona/lustracja.html

| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
EU-Fotos
Exclusiv
Freunde - Przyjaciele
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy poza granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
Nasza Czeladź

Utwórz swoją wizytówkę
www.flickr.com
stefan_kosiewski przedszkole oddali na burdel photoset stefan_kosiewski przedszkole oddali na burdel photoset
Add me to your address book